#4 konkurs - Pokaż nam jak piszesz!

  

Bardziej podobała mi się praca...

Czas głosowania minął 01 wrz 2015, 11:40

#1
3
13%
#2
21
88%
Liczba głosów: 24
Awatar użytkownika
Moje fora
chyba jelonki
Raz na ruski rok

#10465 31 lip 2015, 11:14

<center><div class='dopost'>Pokaż nam jak piszesz!</div></center>

W pbfach chodzi o pisanie, o gimnastykowanie wyobraźni, o doskonalenie warsztatu, o poszukiwanie nowych inspiracji. Wykaż się, pokaż nam jak piszesz, jak tryska z Ciebie kreatywność i jak bardzo sprawia Ci to przyjemność!

  • Zasady konkursu na opowiadanie:

1. W konkursie może wziąć udział każdy zarejestrowany użytkownik Edenu
2. Celem konkursu jest napisanie opowiadania, które musi spełnić kryteria:
  • - długość: min. 1,5 strony A4; maks. 5 stron A4 - Word, Times New Roman, 12
    - opowiadanie musi zawierać w sobie trzy wskazane słowa: paczka/paczki, kolorowo, kojący/kojąca
    - opowiadanie musi rozpoczynać się od zdania: W dniu, w którym wyjechałam/wyjechałem...
3. Prace zostaną opublikowane anonimowo w temacie konkursowym.
4. Zgłoszenia przyjmujemy do 9.08.2015
5. W celu zgłoszenia, należy przesłać swoją pracę na pw jednego z administratorów.
6. Zwycięzcę wybiorą użytkownicy Edenu w głosowaniu, które będzie trwało tydzień od momentu opublikowania prac w temacie konkursowym.
7. Przewidujemy nagrody w postaci:
  • - voucher do sklepu internetowego empik.com (I miejsce)
    - paczka z grafiką trzech dowolnie wybranych wyglądów: avatary, podpisy, gify (I miejsce, II miejsce)
    - paczka z grafiką jednego dowolnie wybranego wyglądu: avatary, podpisy, gify (III miejsce)
    - kolor Konkursowicza przez miesiąc od dani ogłoszenia wyników (I, II, III miejsce)
Ostatnio zmieniony 24 sie 2015, 11:40 przez krucza, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
O mnie
w wolnym czasie obserwujemy z Cycem dramy pbf, a w zajętym ciężko pracujemy nad planem zdobycia świata

#10863 09 sie 2015, 18:28

W przypadku również tego konkursu przypominam, że to ostatni moment na przesłanie pracy! Nie wstydźcie się, będzie fajnie! :cool:

Czekamy właśnie na Ciebie!

Awatar użytkownika
Moje fora
chyba jelonki
Raz na ruski rok

#10893 10 sie 2015, 16:52

Kochani! Przedłużamy termin możliwość przesyłania prac! Możecie to robić jeszcze przez tydzień, czyli do:

17.08.2015

Awatar użytkownika
O mnie
w wolnym czasie obserwujemy z Cycem dramy pbf, a w zajętym ciężko pracujemy nad planem zdobycia świata

#11360 24 sie 2015, 11:40

Kochani, okres przesyłania prac minął. Nie otrzymaliśmy ich zbyt wiele, bo liczba zgłoszeń ograniczyła się do dwóch. Poniżej zamieszczamy dwie prace i prosimy o głosowanie na jedną z nich!

Nagrody ograniczają się zatem do takich:
- voucher do sklepu internetowego empik.com (I miejsce)
- paczka z grafiką trzech dowolnie wybranych wyglądów: avatary, podpisy, gify (I miejsce, II miejsce)
Oto prace, które otrzymaliśmy.

<center><div class='dopost'>#1</div></center>

W dniu, w którym wyjechałam nawet przez myśl mi nie przeszło, że moje życie zmieni się o 180 stopni. Przed wyjazdem do miejscowości, gdzie miałam spędzić dalsze lata swojego życia, nie byłam nikim szczególnym. Nie miałam przyjaciół, z domu też raczej zbytnio nie wychodziłam. Nie miałam powodu, ani nawet z kim wyjść. Oczywiście, chodziłam do szkoły, gdzie rozmawiałam może tylko z jedną osobą. Było to przykre, źle się czułam w tym środowisku oraz na osiedlu, gdzie mieszkałam. Dla mnie wszyscy byli tacy dalecy. Sąsiedzi nie byli zbyt chętni do pomocy, osób z moim wieku też nie było na mojej ulicy. Jedynie kiedyś zdarzyło się, że wyszłam z kilka razy z dziewczyną młodszą o kilka ładnych lat. Na wieść o przeprowadzce bardzo się ucieszyłam. Już od tego dnia zaczęłam snuć, to co się może tam zdarzyć. Aż sama do siebie się uśmiechałam z myślą, że to może być nowy początek. Tam przecież nikt mnie nie zna, nikt nie wie kim jestem. Mogę na nowo zacząć układać swoje życie. Przecież od tego momentu mogło być ono całkowicie inne niż teraz. Nie było mi ani trochę smutno, gdy żegnałam klasę. Nie byłam z nikim związana, dlatego łatwiej było mi opuścić tamte miejsce. Inaczej było z domem. Wiadomo, że tam wychowałam się od urodzenia. Tam właśnie zaczęłam się chodzić, mówić, dorastałam. Z tym miejscem miałam wiele związanych wspomnień, które w połowie były uwiecznione na zdjęciach. Poleciała mi łezka z oka, którą od razu wytarłam wierzchem rękawa bluzy. Musiałam jak najszybciej wziąć się w garść i otworzyć się na nowe doznania, które mogły nadejść w nowym miejscu zamieszkania.
Kiedy już spakowaliśmy wszystkie rzeczy, które były potrzebne do wyprowadzki, wsiedliśmy do naszego samochodu, który miał nas wywieść do nowego, lepszego życia. Jadąc samochodem, obserwowałam widoki za oknem, które były piękne. Słońce świeciło na jasnej łunie nieba, drzewa rozkwitały, trawa była tak pięknie zielona. Uwielbiałam taki widok natury. Zawsze pozytywnie nastawiał mnie do życia. Pokazywał, że w końcu musi być lepiej. W końcu wszystko się ułoży. Podczas jazdy samochodem rodzice śmiali się, że pewnie poznam jakiegoś chłoptasia i wyfrunę im z domu, albo też poznam jakąś nową koleżankę, która zmieni im córkę nie do poznania. Potrzebowałam takiej przemiany z brzydkiego kaczątka w łabędzia. W starej szkole raczej nie podobałam się chłopakom. Może miałam taki styl, a może nie chcieli rozmawiać z kimś, kto stresuje się każdą rozmową. Nieważne czy z nauczycielem, czy jakimś znajomym. Trzymałam się raczej na uboczu. W pierwszej klasie nie zawarłam zbytnio znajomości i tak zostało do końca drugiej klasy liceum.
Gdy dotarliśmy już na miejsce wyskoczyłam od razu z samochodu. Spojrzałam na dom, który wyrosnął przed nami po chwili. Nie mogłam się na niego napatrzeć, był taki piękny. Zaparło mi, aż dech w piersi. Był koloru białego, a dach był obłożony czerwonymi dachówkami. Dom posiadał dwa piętra. Do tego domu prowadziła dróżka, która po bokach była obsadzona pięknymi różowymi kwiatami. Stojąc przy drzwiach zauważyłam, że na tarasie stoi ławeczka. Na drzwiach była powieszona tabliczka "Witaj w domu!" Po wejściu do domu naprzeciw znajdowały się schody. Na parterze znajdowały się trzy pary dzwi. W pierwszych mieścił się salon gościnny, w którym stała kanapa, która była pod ścianą. Stolik, który był nakryty obrusem, a na stole znajdował się talerzyk z ciasteczkami czekoladowymi. Przed nim stał telewizor, a konkretniej plazma. Pokój był w odcieniu beżowym. Przy ścianie stała szafka, na której stały zdjęcia przedstawiające mnie. Na pierwszym zdjęciu miałam bodajże pięć lat i uśmiechałam się szeroko trzymając w dłoni ząb, który mi wypadł. Na drugim zdjęciu byłam z rodzicami podczas 10 urodzin. Na trzecim przytulałam się do swojej ulubionej przytulanki, a konkretniej małpki. Następnie skierowałam się do drugich drzwi. Znajdowała się tam łazienka razem z ubikacją. Natomiast w trzecich drzwiach znajdowała się kuchnia, która była utrzymana w czarno-białych tonacjach. Lodówka była pełna, po to, aby już nie chodzić do sklepu. Byliśmy i tak zmęczeni. Jechaliśmy tutaj aż 4 godziny. Wyszłam z kuchni i wspięłam się po schodach na górę. Tutaj też znajdowało się troje par drzwi. Zaczęłam od lewej strony. Drzwi były białe i na nich wisiała plakietka "Pokój Gabrieli". Czym prędzej chwyciłam za klamkę i przycisnęłam. Drzwi popchnęłam nieco do przodu i weszłam. Pokój był ogromny, w porównaniu do tego, który jeszcze miałam niedawno. Ściany były koloru purpurowego. Bardzo się ucieszyłam z tego powodu, bo lubiłam takie tonacje. Na środku stało łóżko dwuosobowe z fioletową narzutą. Koło niego stała szafka nocna, a na niej lampa. Następnie przy oknie stało biurko, które było koloru białego, a przy nim stało krzesło. Na biurku leżał nowy laptop, w takim samym kolorze, co narzuta na łóżku. Naprzeciw łóżka na ścianie wisiał telewizor. Kierując się w prawą stronę zauważyłam dwie pary drzwi. Bardzo byłam ciekawa, co za nimi się znajdowało. Oworzyłam pierwsze drzwi. Okazało się, że za nimi znajdowała się moja własna garderoba, która była już wypełniona ubraniami. Oniemiałam. Wszystkiego chciałam dotknąć, to wszystko było takie nowe. Nie mogłam się doczekać, aż je wszystkie na siebie w końcu założę. Ale przejdźmy dalej. Za drugimi drzwiami stała moja własna łazienka. Nie musiałam wychodzić na zewnątrz pokoju. Od teraz mogłam siedzieć w nim cały czas. Chyba w ogóle nie będę z niego wychodziła. Opuściłam pokój, po czym skierowałam się do drugich drzwi. Za nimi znajdowała się sypialnia moich rodziców. Ściany były koloru łososiowego. Standardowo łóżko, telewizor, szafki. Na komodzie stało zdjęcie z ich ślubu. Uśmiechnęłam się do tego zdjęcia. Byli już ponad 25 lat razem. To musiała być prawdziwa miłość, której ja byłam owocem.
Siedząc w sypialni rozmyślałam jak to się stało, że tak teraz wygląda to moje życie. I w końcu zaczęło do mnie docierać, dlaczego ojciec brał tyle nadgodzin w swojej pracy i tak ciężko pracował. Chciał, abyśmy lepiej żyły. Specjalnie dla nas się zapracowywał, aby nam niczego nie zabrakło. Nie wiedziałam, jak mu się za to odwdzięczę. Dzięki niemu poczułam, że mam jakiś wpływ na mój los i na to jak wygląda moje życie. Nie musi być takie szare, jak do tej pory było. Może być kolorowe, może być wypełnione różnymi szalonymi sytuacjami. Powinnam się zmienić, powinnam być bardziej otwarta na ludzi. Do tej pory prawie nikogo do siebie nie dopuszczałam. Nie wiem dlaczego, akurat tak było. Taki typ człowieka. Miałam nadzieję, że chociaż w małym stopniu jakoś na to wpłynę i poznam jakiś nowych wartościowych ludzi. Kojąca była myśl, że rok szkolny zbliżał się ku końcowi, zostało zaledwie tylko kilka dni. Świadectwo ze starej szkoły mieli mi przesłać już nowy adres zamieszkania. Przede mną były dwa miesiące wakacji, na które tak długo czekałam.
Po kilku dniach zaklimatyzowałam się w nowym miejscu. Nawet postanowiłam, że pójdę się gdzieś przejść. Może akurat poznam kogoś nowego. Najbardziej byłam ciekawa mojego nowego sąsiedztwa. Nałożyłam na siebie dżinsowe spodenki, do tego biały t-shirt z jakimś angielskim napisem oraz białe trampki. Szłam w zdłuż ulicy, która ciągnęła się aż po horyzont. Po drodze mijałam wiele kwiatów, które dodawały uroku domom, które mijałam. Po chwili poczułam jak ktoś mnie szturchnął mocno w ramię, za które natychmiast się złapałam. Usłyszałam jak ktoś sie zatrzymuje. Spojrzałam w tył i popatrzyłam na chłopaka. Był nieco wyższy ode mnie. Miał na sobie dżinsy i koszulę w kratkę z podwiniętymi rękami przy łokciach.
- Mógłbyś trochę uważać. - Rozmasowałam ramię, które mnie nadal bolało. Chłopak tylko na mnie spojrzał i zawiadacko się uśmiechnął.
- Mieszkasz w tej okolicy? Nigdy wcześniej ciebie tutaj nie widziałem. - Skinął w moją stroną głową. To niedziwne, że mnie nie widział, jeżeli mieszkam tutaj dopiero od kilku dni, a dzisiaj dopiero wyszłam z domu, aby się nieco oswoić z nową rzeczywistością.
- Mieszkam niedaleko. Kilka domów dalej. - Pokazałam palcem na dom, do którego się wprowadziłam. Popatrzył w tamtą stronę. Uniósł jeszcze wyżej kąciki ust.
- Widzę, że jesteś moją nową sąsiadką! - Krzyknął głośno, a ja tylko się zaśmiałam. - Ja mieszkam w tym domu zaraz obok ciebie. O, ten tam. Teraz mój pies chodzi po podwórku z moją mamą. - Rzeczywiście miał bardzo słodkiego psa, który był dopiero szczeniakiem. Sama chciałam mieć jakiegoś zwierzaka w domu, może w końcu rodzice by mi na niego pozwolili. Smutno jest samemu zasypiać i nie mieć do kogo się przytulić. A tak bym miała z kim wychodzić na spacer, z kim się bawić, nawet zwierzyć bym się miała komu. - Może chciałabyś pójść ze mną na pizzę? Co ty na to? - Złapał kierownicę za rękę, tak by stanąć koło mnie.
- Jasne, czemu nie. - Akurat na pizzę z chęcią bym poszła. Wychodząc nic nie zjadłam, więc musiałam jakoś jednak poskromić mój głód.
W drodze do pizzerii bardzo dużo rozmawialiśmy. Dowiedziałam się, że jego ojciec jest zagranicą i przyjeżdża rzadko, jedynie na wakacje jest co roku i to na całe. Opowiadał mi o swoim rozbrykanym rodzeństwie, o tym jak miał złamaną rękę, bo chciał pokazać ile to on nie podniesie. Wbrew pozorom mieliśmy bardzo dużo tematów. Ku mojemu zaskoczeniu nie byłam przy nim ani odrobinę skrępowana. Może po prostu on tak kierował rozmową, że nie miałam, nawet kiedy się zawstydzić. Praktycznie nie zamykaliśmy naszych ust. Czułam się tak jakbym znalazła swoją bratnię duszę. Pierwszy raz w życiu. To było cudowne uczucie wiedzieć, że jest ktoś, z kim mogłabym rozmawiać bez końca, a przecież się prawie nie znaliśmy. Od czasu do czasu starał się mnie rozśmieszać różnymi kawałami, które znał. Rzeczywiście, udawało mu się to. Poczucie humoru to miał ogromne. W pizzeri zamykaliśmy usta, gdy jedliśmy pizzę. Potem znowu zaczęliśmy nadawać niczym jakieś katarynki. Głupek, nawet mi poplamił nos ketchupem, który musiałam zlizywać językiem. Pewnie, wyglądałam wtedy przekomicznie. Czas szybko nam zleciał za nim się obejrzałam na zewnątrz zrobiło się ciemno. Piotrek, bo tak było mu na imię, zaoferował się, że mnie podprowadzi pod same drzwi. Bo i tak mieszkamy kilka metrów od siebie, więc to nie jest dla niego żaden problem. Miło mi było, że się zaoferował. W końcu nie znałam tego miasta, więc na dobrą sprawę teraz mogłabym się zgubić w drodze do domu, bądź trafić nie do tego domu, co trzeba.
Będąc już pod moimi drzwiami od domu, wymieniliśmy się swoimi numerami telefonu, aby znów się umówić na kolejne spotkanie.
- Bardzo mi się podobał dzisiejszy dzień. Cieszę się, że cię poznałem Gabi. - Przytulił mnie do siebie. Nie powiem, bardzo mi się spodobało. Poczułam to ciepło, które od niego biło. Po kilku sekundach pożegnał się i poszedł do swojego domu obracając się jeszcze w moją stronę, aby pomachać do mnie reką.
Rodzice zauważyli, że coś sie stało, bo byłam nadzwyczajnie szczęśliwa. Chciałam wszystkich całować i tulić, tak bardzo wpłynęło na mnie to spotkanie. Piotrek był naprawdę świetnym chłopakiem, nie patrzył na to jak ktoś wygląda, tylko na to jaki ktoś jest w środku.
Lepiej kładło mi się spać ze świadomością, że już kogoś tutaj znam. Miałam już osobę, z którą mogłam wyjść na zewnątrz i się gdzieś przejść. Gdy miałam już iść spać, dostałam esemesa. Szybko przeczytałam, że był on od Piotrka. "Dobrych snów! :* Mam nadzieję, że spotkamy się jak najszybciej. :)" Odpisałam, że też mam taką nadzieję. Odłożyłam telefon na szafkę i zamknęłam oczy, aby odpocząć po dniu pełnym wrażeń.
Przez kilka następnych tygodni spotykaliśmy się u niego, albo u mnie. Poznałam jego rodziców. Wyglądali na tak samo zakochanych, jak moi rodzice. Mimo tego, że jego ojciec bywał rzadko zauważyć było można, że jego żona cały czas go mocno kocha. Sama kiedyś chciałam przeżyć taką prawdziwą miłość. Mieć, kogoś z kim mogłabym spędzać cały czas, przytulać się, kiedy miałam ochotę. Przekomarzać się, kto kogo bardziej kocha. Dostawać pocieszenie w postaci jego pocałunków. Ale jak narazie Piotrek mi wystarczał i nie potrzebowałam nikogo innego. Nie była pewnam, czy z kimś innym też bym się tak dobrze czuła jak przy nim. Przy nim byłam po prostu sobą, taka jaka jest naprawdę. Nie byłam wcale cicha, nieśmiała, ani nic z tych rzeczy. Potrafiłam z nim robić wiele szalonych rzeczy, których nawet się by po sobie nie spodziewałam. Niestety, nie widzieliśmy się przez cały tydzień, bo wyjechał z rodzicami zagranicę. Podczas kolejnego bezsensownego łażenia po domu i oglądaniu telewizji przyszła do mnie paczka. Nie było widać adresata, więc pomyślałam, że to pomyłka, więc spytałam listonosza. Oznajmił, że nie ma żadnej pomyłki. Paczka miała być na Gabrielę K. Wtedy domyśliłam się, że paczkę musiał mi przysłać Piotrek. Podpisałam kartkę potwierdzającą odbiór paczki i zabrałam ją do swojego pokoju. Wzięłam do ręki nożyczki i usiadłam na łóżko, po czym na kolanach położyłam sobie paczkę. Powoli zaczęłam przekuwać taśmę. Po chwili czynność zakończyłam i otworzyłam pudełko. W środku było kolorowo. Najpierw wyjęłam białego misia, który trzymał w łapkach czerwone serduszko. Potem wyciągnęłam małe zawiniątko, w którym znajdowała się bransoletka z jego imieniem. Następnie wyjęłam kopertę, w której znajdował się list, zdjęcie oraz mały kluczyk. Zaczęłam czytać list, w którym pisał, że bardzo za mną tęskni i że nie może się doczekać, aż wróci tutaj. Pisał, że musi ze mną poważnie porozmawiać, a ten kluczyk będzie mi wtedy potrzebny i abym nie zapomniała go ze sobą zabrać. Opisywał co robi zagranicą, gdzie był i gdzie jeszcze ma się zamiar wybrać. Na zdjęciu znajdował się on na tle jakiejś budowli. Uśmiechał się tym swoim słodkim uśmiechem. W liście oznajmił, że mogę sobie zostawić to zdjęcie, bo było robione specjalnie dla mnie. Na końcu pozdrowił mnie i moich rodziców. Schowałam list do koperty, a zdjęcie i kluczyk położyłam pod poduszką.
Po kilku dniach, gdy akurat oglądałam jeden z moich ulubionych dostałam tajemniczego smsa od Piotrka. "Idź do mojego pokoju i otwórz szkatułkę, która stoi na biurku. Dowiesz się, co będziemy dzisiaj robić." Łatwiej byłoby, gdyby powiedział od razu, a nie bawił się ze mną w podchody. Spełniłam jego prośbę i poszłam do jego domu. Zapukałam do drzwi i otworzyli mi jego rodzice.
- Pewnie już wiesz, że Piotrek zostawił coś dla ciebie na górze? - Spytała mama Piotrka, na co kiwnęłam tylko głową. Jakoś tak bardzo się do mnie uśmiechała, a ja nawet nie wiedziałam dlaczego. Przepuściła mnie w drzwiach, a ja poszłam do pokoju Piotrka. Nie trudno było znaleźć szkatułkę, gdyż była taka większa. Wzięłam kluczyk i ją otworzyłam. Szkatułka okazała się być pozytywką, która grała bardzo przyjemną melodię. W pozytywce znajdowała się kartka złożona na dwa razy. Szybko ją rozprostowałam i szybko przejrzałam co jest w niej napisane. Wręcz oniemiałam, gdy skończyłam czytać. Nie mogłam uwierzyć, w to co przed chwilą się dowiedziałam. Usłyszałam jego głos za mną.
- I co o tym myślisz? - Obróciłam się w jego stronę, a w moich oczach pojaśniały mi łzy. Rzuciłam się na niego przytulając go z całej siły. Zaczął masować mnie po włosach i uspokojał mnie. A ja nie potrafiłam się uspokoić. Nie mogłam uwierzyć, że to trafia się właśnie mnie. Czy właśnie w tej chwili przemieniłam się z kopciuszka w księżniczkę i będę teraz żyć jak w bajce?
- Myślę, że ja cię też. - Popatrzyłam w jego oczy, w których pojawiły się te iskierki. Już od samego początku coś nas do siebie ciągnęło. Nie tylko ja to poczułam, ale też i on. Ni potrafił mi tego wyznać. Nie chciał stracić tak pięknej przyjaźni, która się między nami zawiązała. Będąc zagranicą dużo o tym rozmyślał i doszedł do wniosku, że musi powiedzieć co czuje, bo to coś niewybrażalnego.
- Bardzo cię kocham. Od samego początku. Kocham cię za to, jaka jesteś. Dziękuje losowi, że akurat, wtedy na ciebie wpadłem i że ciebie poznałem. Dzięki tobie czuję, że jestem lepszym człowiekiem. - Jeszcze raz się w niego mocno wtuliłam. Od tak dawna chciałam usłyszeć te dwa piękne słowa z jego ust. Zakochałam się nim tamtego dnia, choć nie dopuszczałam do siebie nawet takiej myśli. Ale teraz wiem, że jest najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Jest moją niespodzianką od losu, na którą tak długo czekałam. Opłacało się.
Czasem szczęściu trzeba trochę pomóc. Nie można czekać na to, aż samo życie nas czymś obdarzy. To nie tak działa. Trzeba poznawać nowych ludzi, a może akurat ktoś zostanie naszym darem od losu.


<center><div class="dopost">#2</div></center>

W dniu, w którym wyjechałem, słońce świeciło niezwykle jasno. Nic nie mogło tego zepsuć. Nic. Nawet sąsiad z góry, który uparcie słuchał disco polo od szóstej rano, twierdząc, że - skoro zegar wybił koniec ciszy nocnej - nikt już nie śpi. Ja spałem, bo czekały mnie prawdopodobnie najcięższe dwadzieścia cztery godziny w życiu, które i tak usłane było rozterkami i problemami, a nie różami. Wczorajsze grzeszki odbijały mi się czkawką, gdy wstawałem z łóżka, wciskając stopy w za małe kapcie z głowami smoków. Marta zawsze śmiała się, że są dziecinne, a ja jestem mocno ograniczony, skoro wciąż je noszę, ale nadal kochałem ją najmocniej na świecie. Mocniej niż te cholerne kapcie, i mocniej niż chmury, które leniwie sunęły po niebie, nie wychodząc z nocnego, wolniejszego rytmu. Zrobiłem kawę, jak zwykle, bo nie chciałem wzbudzać żadnych podejrzeń. Usiadłem na stole, racząc się trzema łyżkami rozpuszczalnej w dwóch dziesiątych litra wody, odmierzonych z dokładnością co do mililitra. Smakowała... W sumie to nie smakowała, bo piłem ją tylko na przekór żonie - uparcie twierdziła, że to niezdrowe i pewnego dnia stanie mi serce. Nie miałbym nic przeciwko temu, by stanęło właśnie wtedy, jako protest przed moją ucieczką. Jako sprzeciw wobec mojego tchórzostwa. Nigdy nie byłem specjalnie honorowy.
Gdy lekarze orzekli, że Maja ma białaczkę, stałem się jeszcze mniej honorowy.
Nie walczyłem o nią. Była liściem szarpanym przez wiatr, a ja i Marta – gałęzią, która nie potrafiła jej zatrzymać.
Gdy w końcu pozostał po niej tylko kojący szept pośród ciemności życia, ja też postanowiłem pozwolić, by poniósł mnie wiatr.
Tamtego feralnego dnia wiał w kierunku zachodnim – był dosyć silny, porywisty, więc pewnie zaniósł Maję gdzieś daleko.
Długo planowałem swoją ucieczkę. Rok to bardzo długo. Na tyle długo, że o niesionej przez podmuchy powietrza córce przypominały mi tylko listy, które codziennie do niej pisałem, chociaż nie umiała czytać.
Wiesz, kiedy wyjechałem? Wczoraj. Nadal czuję na skórze zapach warszawskiego słońca, a w płucach dudni mi tamtejsze powietrze. W twarz wbijają się igiełki deszczu, który padał, gdy księżyc wędrował po nieboskłonie, oświetlając twarze nocnych marków.
Ale do tego jeszcze nie doszliśmy. Życie nauczyło mnie cierpliwości – wy też się jej uczcie, bo przyda się, gdy będziecie czekać na koniec trzęsienia ziemi.
Tamtego dnia Martę jak zwykle obudził zapach kawy, a nie muzykalny sąsiad, organizujący imprezę karaoke ze sobą w roli gwiazdy, a pozostałymi mieszkańcami klatki w roli słuchaczy. Nie odzywała się, tylko piła sok pomarańczowy prosto z kartonu, bezmyślnie bawiąc się sznurkiem od białego szlafroka w wielobarwne delfiny. Nie lubiłem tej nędznej szmatki, a ona zakładała ją codziennie, z wyjątkiem ostatniej niedzieli miesiąca, gdy kawałek weluru był pieczołowicie prany i pieszczony, jakby kosztował nas fortunę, a nie cztery złote w pobliskim sklepie z odzieżą używaną. Cóż, kto zrozumie kobiety? Dziś są grzeczne i miłe, jutro klną na wszystkie strony, a w międzyczasie zaliczają jeszcze trzydzieści innych stanów, bo przecież każdy zasługuje na uwagę. Nie żeby moje piwo, pozorne niewzruszenie i brak zainteresowania były lepsze, ale narzekanie na własną płeć to słaba sprawa.
Nie ruszam się ze stołu, chociaż kubek, jeszcze przed chwilą pełen kawy, jest pusty. Po prostu czekam, aż moja żona łaskawie wyjdzie do pracy, jak zwykle pomijając wszystkie zasady grzeczności, które zmuszałyby ją do jakichkolwiek słów pożegnania. Nie kocha mnie. Wiem, że mnie nie kocha, ale ona nadal jest moim światem, który z każdym dniem upada co raz niżej, jak system wartości, który mam wciśnięty do głowy przez rodziców. Pewnego dnia mój świat uderzy kolanami o zgliszcza wszystkiego, co nadal, chociaż z trudem nazywamy rodziną, przyjaźnią i pięknem. Może dzisiaj? W końcu jeszcze tej nocy chcę go zostawić bez oparcia, jak Ziemię bez orbity. Mam cichą nadzieję, że jutro rano wstanie i nie zobaczy mnie na kuchennym stole, a w mieszkaniu nie będzie unosić się zapach kawy. Mam cichą nadzieję, że po powrocie z pracy zauważy, że nie smrodzę w salonie papierosami, popijając kolejne buchy alkoholem, który ostatecznie zaprowadzi mnie do łóżka na kilkugodzinny rytuał ponownego przeżywania tych samych koszmarów. Mam nadzieję, że jej uwagę przyciągnie ułożona na dywanie paczka. Małe zawiniątko ukryte w fałdach papieru w choinki, bałwany i prezenty, którego wygniecione resztki znalazłem na dnie szafy. Mam nadzieję, że pociągnie za koniec różowej wstązki i przeczyta wszystkie listy, które codziennie piszę do Mai, bo jakaś cholerna choroba wydarła mi ją z serca, pozostawiając w nim ogromną dziurę, która krwawi z każdą sekundą mocniej, nieznośnie boląc. Ale w moich żyłach nadal płynie czerwona ciecz, chociaż tak bardzo chciałbym, by ze mnie uciekała wraz z każdym wydechem. Jestem żałosny. Jestem już tylko źdźbłem trawy, które grzecznie czeka, aż przyjdzie pani z kosą i postanowi pozbawić je resztek życia, bo tak chciał Bóg, albo cokolwiek, co trzyma ten świat w ryzach. A może nic go nie trzyma? To tłumaczyłoby wszystko.
Zwłaszcza to, że nie potrafię skupić myśli, ubrać ich w słowa, pokazać światu. Gdyby coś miało nade mną władzę, dałoby mi siłę, cierpliwość i pięknie wykaligrafowane, duże litery, czytelne dla wszystkich ludzi, którzy unikają mojego spojrzenia.
Tamtego dnia chciałem, by w całym domu było kolorowo, jak w pudełku z farbami, którymi kiedyś umiałem się posługiwać. Poszedłem do kwiaciarni i kupiłem dwadzieścia pięć czerwonych róż, wywracając przy tym portfel do góry nogami, bo głupie roślinki wyrwały z niego ostatnie grosze. Florystka próbowała być dla mnie miła, ale każde kolejne podejście, na jakie się zdobywała było po prostu nieudolne, i gdyby każdy zgrzyt faktycznie roznosił się echem po pomieszczeniu, mały lokal między supermarketami nazywanoby Nakręcaną Pozytywką.
Kwiaty trafiły do zielonego, nieumytego kubka z ciepłą wodą. Postawiłem je przy małym telewizorze, bo Marta codziennie ogląda telezakupy. Wymazałem też szafki w kuchni niebieskim barwnikiem spożywczym, a podogę zasypałem mąką, by stanowiła miły kontrast. Szyby w całym mieszkaniu pokryłem ziemią z doniczki z kaktusem, a cieniom do powiek znalazłem nową funkcję – całkiem fajnie wyglądają na tkaninach, zwłaszcza na welurze. Szminka pokryła lustro nieprzyzwoitymi rysunkami, a pasta do zębów ułożyła się na zasłonce od prysznica w fantazyjne, biało-niebiesko-czerwone wzory. I gdy już, już uznałem dzieło za skończone, zdałem sobie sprawę, że wciąż za mało w nim bólu, więc w mgnieniu oka wszędzie znalazło się potłuszone, różnobarwne szkło – z poszarzałych talerzy, żółtych i zielonych kubków, szklanek z fioletowym dnem, brązowych misek. Tłukłem, niszczyłem, dewastowałem, bo nie miałem w planach nigdy więcej tam wracać. Nie ja będę sprzątał ten syf. Nie mi przyjdzie usuwać z mebli obraz rozpaczy.
Nadal świetnie maluję.
Pamiętam, że później chciałem już tylko spakować resztki dotychczasowego życia i wyjechać.
Co wziąłem do walizki? Wszystkie ubrania i bieliznę Marty, z wyjątkiem ohydnego szlafroka; jej prywatny telefon i ulubione książki, najdroższe kosmetyki, na które nie żałowała pieniędzy i album ze zdjęciami Mai. Moje osobiste rzeczy? Nie miałem nic, poza kupką popiołu. Dziś mam chociaż wolność i wiatr. Dziś mam katar i boli mnie głowa.
Ale nadal mówimy o wczoraj, które za siedem minut stanie się przedwczoraj. Chyba powinienem się pospieszyć.
Zszedłem na dół i zapakowałem walizkę na siedzenie pasażera, po czym wróciłem na górę, by dokończyć ostatnie sprawy. Na dywanie w salonie położyłem paczkę przypominającą świąteczny prezent, a na nią przykleiłem kartkę z krótkim ,,Do widzenia, kochanie”. Ostatni wyraz przekreśliłem grubą linią, bo jakoś musiałem zaznaczyć, że w moim życiu koniec z miłością, że zegar wybił ostatnią sekundę uczuć i... I już. Jestem wolny, mogę umierać. Ale mogę też latać.
Marta zawsze wraca o osiemnastej pięć, więc o osiemnastej cztery wyszedłem z domu, by bez słowa minąć ją na klatce, bo już się przecież pożegnałem. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem na zachód, w szalonej pogoni za wiatrem, który zabrał mi córkę i resztki rozumu. Po prostu jechałem, z walizką jako towarzyszem podróży, zastanawiając się, czy moja żona już krzyczy, czy jeszcze nie przywróciło jej mowy. To zabawne – kilka godzin temu kochałem ją najmocniej na świecie, a teraz najmocniej na świecie jej nienawidzę, bo jest zwykłą idiotką, zainteresowaną tylko czubkiem własnego nosa.
Gdy krople deszczu zaczęły uderzać o przednią szybę zjechałem na polną drogę i wysiadłem. Otworzyłem drzwi pasażera, by wyjąć walizkę, która w końcu wylądowała gdzieś po mojej prawej stronie, jako hołd złożony uciekinierom.
W sumie to nie wiem, gdzie teraz jestem. Stoję pod jakimś lasem, palę papierosa, pozwalam duszy odbić czkawką wczorajszy dzień.
A nie, przepraszam.
Przedwczorajszy dzień.
Od przedwczoraj jestem liściem na wietrze.


Zachęcamy do głosowania <alko>
Ostatnio zmieniony 25 sie 2015, 16:34 przez Yenna, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika

#11368 24 sie 2015, 13:52

szczerze powiedziawszy spodziewałam się tu zobaczyć nieco lepsze teksty
Obrazek
Jump motherfucker, jump motherfucker jump
I fink u freeky and I like you a lot

Awatar użytkownika
O mnie
weteranka

#11394 24 sie 2015, 20:26

trinity pisze:szczerze powiedziawszy spodziewałam się tu zobaczyć nieco lepsze teksty
Oklaski należą się za to, że dwie osoby wygospodarowały swój czas na wzięcie udziału w konkursie i skleciły parę zdań. Co do jakości tekstu - gusta i guściki. ;) Gdyby konkurs cieszył się większym powodzeniem być może poziom wzrastałby z każdą kolejną edycją, niestety widząc marne zainteresowanie pomimo przedłużenia terminu nadsyłania prac taka okazja zapewne prędko się nie powtórzy.

Tak czy inaczej zachęcamy do oddawania głosów, bo nagroda fajna i trzeba docenić starania użytkowników! <3
[center]
Nieobecna w świecie SLów od listopada 2015.
[/center]

Awatar użytkownika
O mnie
w wolnym czasie obserwujemy z Cycem dramy pbf, a w zajętym ciężko pracujemy nad planem zdobycia świata

#11697 30 sie 2015, 23:45

[center]Głosujemy leniuszki, to właściwie ostatnie momenty, kiedy możecie pomóc nam wybrać zwycięzcę. :hug3: [/center]

Awatar użytkownika
O mnie
weteranka

#11768 01 wrz 2015, 12:03

<center><div class="dopost">Wyniki konkursu</div></center><br><br>

I miejsce: Eter
II miejsce: ANIKA


Zwycięzcom gratulujemy i sugerujemy sprawdzić PW. :D
[center]
Nieobecna w świecie SLów od listopada 2015.
[/center]

 Zablokowany