Hejka
to mój pierwszy wpis na tym forum, więc jeśli jestem w złym miejscu, proszę, dajcie mi znać.
Chcę Wam przedstawić uniwersum Wonderless Hills. To miejsce, które kiedyś było magiczną krainą, a teraz wszystkich czarodziejów próbuje "usunąć" sekta Nobilis Gladius (której nazwy nie jestem jeszcze pewien). Jako pierwszą ważniejszą postać chcę Wam pokazać Jonah Braderwood.
Jonah Braderwood
Jonah była 18-letnią dziewczyną z odległych krain Wonderless Hills. Niebieskooka dziewczyna z długimi po pas złotymi włosami i opaską zrobioną z białych kwiatów. Miała sercowatą twarz, okrągłe oczy i lekko czerwonawe policzki. Jej usta były symetryczne, w kolorze czereśni. Nosiła biało-niebieską sukienkę, segmentowaną w dół i koronkowaną przy każdym segmencie, w kształcie litery A.
Jej ojciec był magiem i poetą, a jej matka sprzedawczynią w sklepie. Jonah była zawsze rozdarta pomiędzy magicznym światem ojca a szarą rzeczywistością matki. Kochała długie podróże po magicznych ogrodach ojca, gdzie rosły piękne krzewy z białymi kwiatami, wysokie czerwone róże i wysokie jabłonie. Tunel prowadzący tam był zrobiony z łuków drewnianych, przerośniętych przez zielone liany, a podłoga była wykonana z bruku. Jednocześnie kochała też zwykłe ulice swojej krainy, gdzie jeździły karawany konne, a drogi były pokryte kamieniem. Prowadziły one na zielone wzgórze i jeszcze dalej, a domy były drewniano-kamienne, budowane w stylu niemieckim.
Miała niezwykłą zdolność leczenia ludzi, których dotknęła, z wszystkich chorób i obrażeń, niestety nie mogła leczyć sama siebie. Cechowała się niesamowitą empatią i szacunkiem do ciężko pracujących ludzi, nie umiała nikomu odmówić pomocy.
Pewnego sobotniego poranka, pomagała mamie w sklepie a sklep ten był nie za duży, ale miało się wrażenie, jakby „oddychał” – drewniane szuflady zapełniały się i pustoszały, promień słońca wpływał przez ogromne okna do pomieszczenia, drewniane deski pokrywały podłogę, a lada w kształcie litery L rozciągała się przez sklep. Wchodząc do środka, można było poczuć silną woń kwiatów, kawy i aż czuło się w ustach smak malin.
Kiedy w wolnym czasie Jonah siedziała przy ladzie i czytała krótkie historie pisane przez swojego ojca o pięknych ogrodach i naturze. Nagle do sklepu weszli mężczyźni w czarnych kapturach. Byli ubrani jak zakonnicy, tyle że na szatach mieli narysowany dziwny symbol – krzyż w kwadracie. Domagali się oddania wszystkich pieniędzy. Jej matka nie chciała ich wydać, więc przestępcy wyjęli miecze i ją zaatakowali. Jonah tylko patrzyła, jak oczy matki stają się tępe, i wiedziała, że ze śmierci jej nie wyciągnie.
Jonah jednak podbiegła do niej, chcąc spróbować ją uleczyć, jednak napastnicy chwycili dziewczynę za ręce, wyciągnęli ze sklepu i przeciągnęli po błocie. Następnie związali ją kolcami róży i wyrzucili za miasto, w krzewy o czarnych kwiatach i kolcach ostrych jak żyletki. Odchodząc, Jonah słyszała jedynie: „Magiam sine mago facere non potes”.
Jednak już w poniedziałek żyła i tańczyła w ogrodach swego ojca – zamknięta pomiędzy kartkami papieru.
