Rodzina z cmentarza
: 21 lip 2026, 17:30
Na dobry początek: Jesteśmy potrzebni wszystkim, niezależnie od klasy społecznej i pochodzenia, więc w naszej rodzinie łatwo o relacje - zarówno z socjetą, jak i z tymi spod ciemnej gwiazdy. Zarówno ja (James) i Meredith jesteśmy bardzo aktywnymi graczami, więc obiecujemy dużo fajnych sesji. Nie krzyczymy też, jeśli ktoś pojawia się rzadziej, bo respektujemy forum-live balance.
tl;dr w komentarzu dodaję szukajki mojej forumowej siostry, w tym również na rodzinę, bo mi się podoba, jak to napisała
- W setną rocznicę mojej śmierci cmentarz będzie zapełniony tylko nagrobkami Hargrove'ów - westchnął Edgar, zerkając przez okno na gromadkę hałaśliwych istot, które nosiły jego nazwisko. Miał wrażenie, że kolejna pojawiała się z każdym mrugnięciem.
- Może do tego czasu znajdą sposób na nieśmiertelność. - Siobhan uśmiechnęła się lekko, mieszając w garnku miksturę o trudnym do zidentyfikowania zapachu.
- Wiesz, czemu mój ojciec zdecydował się prowadzić dom pogrzebowy? Ponieważ nic nie jest pewniejsze niż śmierć. To naturalny porządek cyklu, a nie życie wieczne.
I bez tego jest nas za dużo, pomyślał jeszcze, w porę gryząc się w język, by nie sprawić przykrości żonie. Tak bardzo pragnęła pełnego domu.
Ku niezadowoleniu Edgara i wielkiej radości Siobhan, Hargrove'owie dorobili się kilkorga dzieci, a w środku tego wszystkiego znalazł się James. Upominany przez siostry, szturchany przez braci i praktycznie niewidzialny dla ojca, który - jak wydawało się Jamesowi - w pewnym momencie zrezygnował z imion i chyba po prostu zaczął ich numerować.
Jednak przed wojną nie było niczym dziwnym posiadanie dużej rodziny. To po prostu Edgar był niezadowolony ze wszystkiego, co nie dotyczyło jego powieści. Chociaż James mógłby przysiąc, że i rękopis wrzuciłby w ogień, gdyby wcześniej nie odszedł z tego świata. Nie, cofnijmy to. Ironia chciała, że Edgar Hargrove był tak bardzo zapatrzony w swoją pisaninę, że pozostał na tym świecie jako duch, którego ostatecznie musiało odesłać Bractwo Uroborosa.
Od pokoleń Hargrove'ów wyróżnia jedno: widzą duchy. Mieszkają przy cmentarzach, zajmują się domem pogrzebowym, a po godzinach odprawiają rytuały wypędzające dusze. To głównie oni zasilają szeregi Bractwa Uroborosa. Nasza odnoga rodziny ma jednak w sobie również irlandzką krew, przez co są bardziej wybuchowi i dopisuje im humor, głównie czarny.
Tymi słowami wstępu: poszukuję rodzeństwa - starszego i młodszego. Mogłabym rzec, że im nas więcej, tym weselej, ale rodzinnie prowadzimy dom pogrzebowy, więc nie wypada.
Wychowała nas głównie matka (Irlandka, potomkini Finniganów, którzy aktualnie prowadzą pub w Nowym Londynie) i babka ze strony ojca. Edgarowi (pisarzyna prowadzący rodzinny interes, może nawet przejawiał jakiś talent do egzorcyzmów, ale go zignorował) było wszystko jedno, o ile nie wchodziliśmy mu w drogę.
Mamy już określoną najstarszą siostrę jako NPC, bo niespecjalnie przejawia talenty rodziny. Z pewnością kolejny był brat, który - jak to wypada na początku XX wieku - zajmuje się firmą po śmierci ojca. Co do pozostałych nie ma żadnych predyspozycji: wiek, płeć i zawód dowolne, ale z chęcią przygarniemy każdego, kto rwie się na sesje cmentarne.
Także zapraszamy do nas! Nie gryziemy, serio (czasem tylko bijemy szpadlem).
tl;dr w komentarzu dodaję szukajki mojej forumowej siostry, w tym również na rodzinę, bo mi się podoba, jak to napisała
- W setną rocznicę mojej śmierci cmentarz będzie zapełniony tylko nagrobkami Hargrove'ów - westchnął Edgar, zerkając przez okno na gromadkę hałaśliwych istot, które nosiły jego nazwisko. Miał wrażenie, że kolejna pojawiała się z każdym mrugnięciem.
- Może do tego czasu znajdą sposób na nieśmiertelność. - Siobhan uśmiechnęła się lekko, mieszając w garnku miksturę o trudnym do zidentyfikowania zapachu.
- Wiesz, czemu mój ojciec zdecydował się prowadzić dom pogrzebowy? Ponieważ nic nie jest pewniejsze niż śmierć. To naturalny porządek cyklu, a nie życie wieczne.
I bez tego jest nas za dużo, pomyślał jeszcze, w porę gryząc się w język, by nie sprawić przykrości żonie. Tak bardzo pragnęła pełnego domu.
Ku niezadowoleniu Edgara i wielkiej radości Siobhan, Hargrove'owie dorobili się kilkorga dzieci, a w środku tego wszystkiego znalazł się James. Upominany przez siostry, szturchany przez braci i praktycznie niewidzialny dla ojca, który - jak wydawało się Jamesowi - w pewnym momencie zrezygnował z imion i chyba po prostu zaczął ich numerować.
Jednak przed wojną nie było niczym dziwnym posiadanie dużej rodziny. To po prostu Edgar był niezadowolony ze wszystkiego, co nie dotyczyło jego powieści. Chociaż James mógłby przysiąc, że i rękopis wrzuciłby w ogień, gdyby wcześniej nie odszedł z tego świata. Nie, cofnijmy to. Ironia chciała, że Edgar Hargrove był tak bardzo zapatrzony w swoją pisaninę, że pozostał na tym świecie jako duch, którego ostatecznie musiało odesłać Bractwo Uroborosa.
Od pokoleń Hargrove'ów wyróżnia jedno: widzą duchy. Mieszkają przy cmentarzach, zajmują się domem pogrzebowym, a po godzinach odprawiają rytuały wypędzające dusze. To głównie oni zasilają szeregi Bractwa Uroborosa. Nasza odnoga rodziny ma jednak w sobie również irlandzką krew, przez co są bardziej wybuchowi i dopisuje im humor, głównie czarny.
Tymi słowami wstępu: poszukuję rodzeństwa - starszego i młodszego. Mogłabym rzec, że im nas więcej, tym weselej, ale rodzinnie prowadzimy dom pogrzebowy, więc nie wypada.
Wychowała nas głównie matka (Irlandka, potomkini Finniganów, którzy aktualnie prowadzą pub w Nowym Londynie) i babka ze strony ojca. Edgarowi (pisarzyna prowadzący rodzinny interes, może nawet przejawiał jakiś talent do egzorcyzmów, ale go zignorował) było wszystko jedno, o ile nie wchodziliśmy mu w drogę.
Mamy już określoną najstarszą siostrę jako NPC, bo niespecjalnie przejawia talenty rodziny. Z pewnością kolejny był brat, który - jak to wypada na początku XX wieku - zajmuje się firmą po śmierci ojca. Co do pozostałych nie ma żadnych predyspozycji: wiek, płeć i zawód dowolne, ale z chęcią przygarniemy każdego, kto rwie się na sesje cmentarne.
Także zapraszamy do nas! Nie gryziemy, serio (czasem tylko bijemy szpadlem).