#106 Czy PBF-y to "niebezpieczna gra"?

Nasze małe centrum wszechświata, oko Saurona. Widzimy wszystko, rozmawiamy o wszystkim, dyskutujemy o tym, co nas najbardziej gryzie!
ODPOWIEDZ ]
Awatar użytkownika

#40441 09 maja 2018, 11:24

Od dłuższego czasu myślałam nad pbf-ami; nad tym w jaką stronę zamierzają, nad tym jakimi my wszyscy i ja sama jesteśmy użytkownikami.

Czy fora to jeszcze zabawa? Czy skoro na wieść, że kończy się jakaś gra/relacja z drugim użytkownikiem pęka nam serce, a cała przygoda kończy się w szpitalu? Czy jeśli brak posta przez dłuższy czas, mimo uprzedzenia wywołuje po drugiej stronie panikę kończącą się scysją na pm/messengerze/gg, to dobrze? Czy przywiązanie do postaci nie jest chorobliwe? Czy nie podchodzimy do pbf-ów zbyt emocjonalnie?

Coś, co miało być zabawą staje się przykrością? Czy relacje między użytkownikami nie stają się jak "toksyczne związki"? Czy nie angażujemy się w znajomości powstałe przez forum, mimo że nie widzieliśmy się nigdy i nie rozmawialiśmy inną drogą jak tylko komunikatory i portale społecznościowe?

Z jednej strony to świetne, że tak bardzo angażujemy się w to, co sami tworzymy, a z drugiej odnoszę wrażenie, że nie prowadzi to do niczego dobrego... Skupiamy się na jednym wątku, z jedną osobą, która z czasem może być zmęczona/może nie mieć czasu czy ochoty pisać z powodu szkoły/pracy czy własnych mniej lub bardziej przyziemnych problemów. Próbujemy poprzez forum odstresować się i odpocząć, a tym czasem wchodzimy na forum i wychodzimy jeszcze bardziej zdenerwowani po kłótni z kimś, z kim do tej pory mogliśmy pisać o wszystkim piszesz cały dzień. Angażujemy się tak bardzo, że przez jedną relację, która kończy się z jakiegoś powodu - blahego czy nie, płaczemy pół nocy jak po rozstaniu z ukochanym albo najbliższym, który odszedł na zawsze. Zniechęcamy się przez to do całego forum i uciekamy najzwyczajniej - często bez słowa, a potem szukamy kolejnego fora, żeby "odgrzewać kotleta" w nieskończoność, bo może tym razem się uda (to akurat mogę bardzo osobiste spostrzeżenie).

I czy fakt, że przestajemy być anonimowymi jednostkami nie przyczynił się do takich sytuacji? Co myślicie? Czy spotkaliście się z podobnymi zjawiskami, co ja? Jeśli tak, jak myślicie z czego może to wynikać?

Jeśli taki temat się pojawił, przepraszam za powielenie (można przesunąć post do tego tematu lub do archiwum; a wówczas wypowiem się w temacie istniejącym), ale tak mnie naszło dzisiaj w wyniku różnych zdarzeń, które wiążą się z pbf-ami i coraz bardziej mnie przerażają po prostu.

Awatar użytkownika

#40442 09 maja 2018, 15:54

Fora przestały być zabawą od czasu, kiedy ludzie stali się bardziej roszczeniowi - wymaganie 'cudów na kiju' w postaci niewyobrażalnie oszałamiającej szaty graficznej, a jeszcze kilka lat temu wystarczyło wstawienie kilkunastu obrazków (niekoniecznie do siebie pasujących) i każdy z nas cieszył się rozgrywką bardziej niż dzisiaj. Wydaje mi się, że wynika to z rosnącej średniej wieku przeciętnych graczy pbf-ów. Nasze społeczeństwo niewątpliwie się 'starzeje', choć nie mam tutaj w zamiarze nikogo obrazić. :lol:

Skłamałabym, mówiąc, że podczas sześciu lat spędzonych na forach nie spotkała mnie żadna przykra sytuacja z spowodowana zbyt dużym emocjonalnym zaangażowaniem się w relację, która nie miała realnego przełożenia. Kontakt przez internet pozwala nam pisać co tylko się podoba, a wstawienie uśmiechniętej buźki nie musi oznaczać dobrego samopoczucia. Często gęsto trafiamy na ludzi, którzy nagle potrafią napisać coś, co niewątpliwie nas zrani. I, nie chcąc ukrywać, często potrafiłam mieć przez to zły humor. Bo ktoś, kogo darzyłam sympatią, nagle okazał się być zupełnie kimś innym. Z drugiej strony udało mi się poznać osoby, z którymi udało mi utrzymać kontakt aż do dzisiaj. Dlatego uważam, że mam dość wypośrodkowane zdanie na ten temat - angażowanie się relację powstałą pomiędzy postaciami na forum jest spowodowane nicią porozumienia pomiędzy userami, przez co gra nam się dobrze, a gdy ta zostaje zerwana... Bądź co bądź troszku cierpimy. :idk:

Awatar użytkownika
Będzie mnie mniej
 Madka#7988

#40443 09 maja 2018, 17:26

Należy powiedzieć wprost: są osoby, które w pbf-y grać nie powinny i dla których ten światek jest zwyczajnie niebezpieczny. Moja znajoma wykonała anonimową ankietę pośród użytkowników różnych pbf-ów, aby zaprezentować jej wyniki na konferencji naukowej związanej z cyfryzacją świata. Miałam okazję brać w niej udział, a później w bardziej kameralnej dyskusji z psychologiem, podczas przerwy kawowej, rozmawiać właśnie na ten temat.

Większość z użytkowników pbf-ów jasno rozróżnia świat ten i tamten, nie ma problemów z powiedzeniem "dość, to mnie za bardzo stresuje". Jednak są i tacy (wyniki ankiety), którzy nie tylko inspirują się, ale cała ich postać jest perfekcyjną wersją ich samych, prowadzą swoje wymarzone życia, co w pewnym momencie utrudnia stworzenie zdrowych relacji w świecie rzeczywistym (wnioski z ankiety), bo nie jest tak jak w grze, gdzie możesz być wspaniałym czarodziejem lub panią prawnik z idealnymi zdolnościami, piękni, młodzi, zdolni i bogaci, a ustalone relacje zawsze wychodzą, a kłótnie tylko wtedy, gdy chcemy dodać pikanterii.

Daleko posunięte wnioski, na przykładach osób poznanych na pbf-ach, którze odbiegały od średniej "randoma internetowego, z którym się zgadałem", jakie wyszły z tej rozmowy, to między innymi, zagrożenie zaburzenia osobowości. Brzmi nieco abstrakcyjnie, bo przeciętny gracz nie ma problemu z rozdzieleniem forum od życia, zdarzają się jednak sytuacje zakrawające o stalking innego gracza czy próby sabotowania, bo kogoś nie lubimy, bo zrobił przykrość naszej postaci.

Czy dla przeciętnej osoby, która jest w stanie zablokować kogoś, kto zachowuje się toksycznie i odejść z pbf-a, mimo przywiązania postaci, bo jej to szkodzi, gra jest zagrożeniem? Uważam, że nie.
Zagrożeniem będzie w momencie, gdy mimo złych przeżyć ktoś tkwi w danym miejscu, bo ma wrażenie, że jego postać to on i bez linijek postów dziennie, nie będzie w stanie normalnie funkcjonować.

Awatar użytkownika

#40446 09 maja 2018, 21:43

Anna pisze:angażowanie się relację powstałą pomiędzy postaciami na forum jest spowodowane nicią porozumienia pomiędzy userami, przez co gra nam się dobrze, a gdy ta zostaje zerwana... Bądź co bądź troszku cierpimy. :idk:
Moja najlepsza relacja forumowa między postaciami była z osobą, z którą się świetnie dogadywałem na forum i poza forum. Teraz mija jakieś półtora roku, odkąd straciliśmy kontakt, a ja cały czas mam problem z tym, że praktycznie każdego nowego gracza oceniam pod kątem tamtej osoby - bo inaczej pisze, bo brzydko pisze, bo stawia przecinki w innych miejscach (a tamta osoba nie stawiała), bo ma lakoniczny styl, bo w ogóle nie ma stylu, bo ma ograniczone słownictwo, bo pisze za krótko/za długo, bo nie rozumie moich aluzji, bo... i tak dalej w nieskończoność. Finalnie wychodzi na to, że tęsknię nie za tą osobą jako osobą, z którą mogłem przegadać pół nocy, chociaż może i trochę też, ale za jej pisaniem i tym, jak się wszystko doskonale układało fabularnie i w relacjach między postaciami. To strasznie wkurzające i irytujące, bo mam świadomość, że postępuję nie fair wobec tych, z którymi grywam teraz i często się wkurzam bezpodstawnie, ale na szczęście po jakimś czasie (i rozegraniu paru gier) to mija. Do czasu poznania nowego gracza i wtedy karuzela kręci się od nowa.

Awatar użytkownika
Moje fora
Dokkan!

#40572 15 maja 2018, 13:17

To nie jest nowatorskie odkrycie, chociaż fajnie, że ktoś w końcu poruszył ten temat, jakkolwiek cały ten proces ma miejsce od kiedy fora istnieją. To nie jest tak, że gracze stali się roszczeniowi na przestrzeni kilku lat lub miesięcy, oni zawsze tacy byli.

To też nie ten okres, kiedy internet był jedną wielką zagadką i gwarantował anonimowość. Z czasem stał się zwykłym środkiem do zawierania znajomości - mniej lub bardziej poważnych - i wiele for PBF doprowadziło do poznania się mnóstwa ludzi. To całkiem logiczne, że gdy poznamy człowieka, z którym granie sprawia nam większą przyjemność niż jakbyśmy pisali z kimś innym, to chcemy spędzać z tą osobą więcej czasu na fabule aniżeli z resztą gawiedzi. Jak już ktoś zauważył, problem pojawia się kiedy nie dostrzegamy innych graczy i istnieje dla nas tylko ten X, pozostali nie mają żadnego znaczenia. Taka osoba może poczuć się nieco przytłoczona naszą sympatią, co wywołuje w niej narastającą frustrację. Działa to też w drugą stronę: czasami czyjaś sympatia w połączeniu z naszą odmową może przemienić się w nienawiść, a wiele osób nie ma pojęcia jak odróżnić forum od rzeczywistości, co tylko owocuje potencjalnym stalkingiem.
Zawsze, ale to zawsze staram się, aby znajomość zawarta na forum została na forum. W ten sposób jeśli sytuacja stanie się dla mnie niekomfortowa, mogę spalić za sobą mosty i nie narażam się na dalsze ataki ze strony innej osoby - czy to na fejsie, w formie wydzwaniania lub, nie daj Boże, stalkowania mnie. Z drugiej jednak strony internet wciąż daje ludziom to, czego real nie może dać: możliwość udawania. Łatwo poczuć do kogoś sympatię, bo wydaje się osobą o podobnych zainteresowaniach, poglądach, charakterze, ale czy to wystarczy?
Tutaj pada moje pytanie: czy przez niektórych ludzi, którzy za wszelką cenę próbują zawierać nowe znajomości przez forum, nie przebija niecierpliwość połączona z desperacją? Bardzo często byłem świadkiem sytuacji, w których dwie osoby prowadziły relację całkiem daleko (aż do związku lub jeszcze dalej) praktycznie nic o sobie nie wiedząc. Później pojawiało się rozczarowanie, rozczarowanie zamieniało się w frustrację, frustracja w gniew, a gniew w czystą nienawiść. W przypadku związku na odległość nie wystarczy spotykać się z kimś raz na kilka tygodni po te kilka(naście) godzin by daną osobę poznać. Pewnie już myślicie "o czym on pierdzieli?", więc śpieszę z wyjaśnieniem zadając jednocześnie pytanie: czy to nie my jesteśmy (nie)rzadko winni zaistniałym sytuacjom, które mogą być dla nas zagrożeniem i na siłę wypatrujemy zagrożenia w innych? Czy możemy z ręką na sercu powiedzieć "tak, to nie ja sprowokowałem tą sytuację, to wina tego psychola"?

Awatar użytkownika
O mnie
Nie.
Moje fora
San Jose

#40573 15 maja 2018, 13:26

więc śpieszę z wyjaśnieniem zadając jednocześnie pytanie: czy to nie my jesteśmy (nie)rzadko winni zaistniałym sytuacjom, które mogą być dla nas zagrożeniem i na siłę wypatrujemy zagrożenia w innych? Czy możemy z ręką na sercu powiedzieć "tak, to nie ja sprowokowałem tą sytuację, to wina tego psychola"?
Ogółem zgadzam się z twoim postem, ale nie końcówką.
Nigdy nie obwinia się ofiary. Ofiara może być naiwna, może być zdesperowana, może być nawet samotna i przez to mieć klapki na oczach, ale ona NADAL NIE JEST WINNA.

Różne są typy znajomości. Moja siostra była w związku na odległość, a teraz facet jest jej narzeczonym i budują dom. Ja byłam w związku na odległość i skończyło się zgoła inaczej, raczej nigdy tego nie powtórzę. To zależy od ludzi, od warunków, od konkretnych charakterów.

A znajomości przez internet wcale nie są złe, bo równie dobrze można spotkać psychola, ot tak, twarzą w twarz - ile to jest historii o tym, że ktoś zakochał się choćby w swoim lekarzu i zaczął prześladować po borowaniu zębów?

Ważne żeby pamiętać kiedy powiedzieć sobie stop, ustalić zasady i upewnić się, że obie strony są kontaktem zainteresowane.

Awatar użytkownika
Moje fora
Dokkan!

#40574 15 maja 2018, 13:37

Nie twierdzę, że związki na odległość zawsze są złe, bo z moją obecną partnerką, z którą jestem w związku trzy lata, a mieszkam już dwa, poznałem się w internecie. Mam na myśli to, że my też możemy okazać się takimi psycholami nawet o tym nie wiedząc. Ofiara nigdy nie jest winna, ale co jeśli obydwie strony obwiniają siebie nawzajem, a żadna z nich nie posiada dowodów wskazujących na winę drugiej i mamy tylko słowo przeciwku słowu?

Awatar użytkownika
O mnie
Nie.
Moje fora
San Jose

#40575 15 maja 2018, 13:51

Syok pisze:Nie twierdzę, że związki na odległość zawsze są złe, bo z moją obecną partnerką, z którą jestem w związku trzy lata, a mieszkam już dwa, poznałem się w internecie. Mam na myśli to, że my też możemy okazać się takimi psycholami nawet o tym nie wiedząc. Ofiara nigdy nie jest winna, ale co jeśli obydwie strony obwiniają siebie nawzajem, a żadna z nich nie posiada dowodów wskazujących na winę drugiej i mamy tylko słowo przecieku słowu?
Takie sytuacje zawsze są trudne. Są sympatie i antypatie, a nawet jak są screeny to niekoniecznie znaczy, że ktoś cię wesprze i masz rację.
Rację każdy ma swoją podobno i tego nie przeskoczysz.
Najprawdopodobniej, wychodząc przeciwko nękaczowi, stracisz paru znajomych, bo to nie tak, że wszyscy obrócą się przeciwko niemu, nieważne jakie dowody pokażesz.

Dlatego, jak mówiłam - ważne jest żeby umieć powiedzieć sobie stop, zarówno jako ktoś kto pragnie kontaktu, jak i ktoś kto czuje, że ktoś mu się narzuca.
W przypadku prawdziwego nękacza i stalkera, zwykły komunikat - "nie chcę z tobą rozmawiać" "nie chcę z tobą utrzymać kontaktu" - wiadomo, że nie pomoże, ale on musi paść. Zawsze. Jeśli tylko subtelnie okazujesz swoją niechęć, to ktoś może tego nie rozumieć. Jasny, klarowny komunikat - że nie, ja nie chcę - musi być także jakby miało to wejść na drogę prawną.

Jeśli wystosujesz odpowiedni komunikat, a ten ktoś nie chce posłuchać i przekracza ramy wyobraźni w sposobach, na jakie się z tobą kontaktuje, no to masz do czynienia ze stalkerem i pora zacząć zbierać screeny i zacząć to zgłaszać, zanim sytuacja eskaluje. Nie odpowiadać. Ignorować.

Jeśli natomiast jesteś w odwrotnej sytuacji - ktoś ci mówi, że nie chce kontaktu, ale ty musisz... ty koniecznie chcesz i zaczynasz zastanawiać się, czy może tamta osoba jednak chce, tylko się wstydzi, czy może zmienisz jej zdanie, czy może wystarczy ponaciskać jeszcze trochę...
no to lepiej wypij ziółka na uspokojenie i poszukaj innych przyjaciół, bo możesz zniszczyć życie i nerwy nie tylko tej drugiej osoby, ale też swoje. Bo jesteś stalkerem. Granica jest bardzo cienka.
Stalker to nie tylko psychol, który grozi ci nożem jeśli z nim/nią nie będziesz. To ludzie, którzy nie potrafią się pogodzić ze stratą kontaktu. Nie chcą przyjąć do wiadomości, że ty nie chcesz. Oni teoretycznie nie mają złych intencji! Ale takie naciskanie, to nic innego, jak łamanie ludzkiej psychiki.

Najlepiej po prostu nie starać się wchodzić innym osobom do głowy i nie zastanawiać się, co one myślą, tylko bazować na tym co mówią/piszą.

Jeśli chodzi o sytuacje, kiedy po prostu zaczynasz się jakoś uzależniać od innej osoby, ale w sumie obie chcecie kontaktu... No to trzeba się tutaj już dobrze zastanowić. Czy na pewno warto w to brnąć, czy jeśli zapragniecie kontaktu innego niż internetowy to jest to możliwe itp. No i zawsze pozostaje ten zdrowy dystans, trzeba pamiętać, że po drugiej stronie nie siedzi ideał, bo przez neta to znacznie łatwiej sobie coś takiego wyobrażać. To tylko człowiek!
Ale to wszystko dotyczy też "tradycyjnych" znajomości tak naprawdę. Za przyjaciółką można popłakać w poduszkę, grunt żeby się z tego powodu nie ciąć i nie stopować swojego życia na parę lat. I nie zapominać o innych ludziach, bo na pewno wokół jest trochę więcej niż ta tylko jedna wartościowa osoba.


Ogółem to jest taka sprawa kryminalna - Morderstwo na Twitterze tzw. - sprawa Skylar Neese, więc jeśli ktoś jest ciekawy, albo ma wrażenie, że przesadza w przywiązywaniu się do ludzi, czy odwrotnie - ktoś mu się narzuca, to warto się zapoznać, zwłaszcza że są na ten temat przystępne filmiki na yt choćby.

Awatar użytkownika

#40587 15 maja 2018, 16:33

Z tego co zdążyłam zauważyć emocjonalne podejście do forów czy ludzi poznanych w internecie kończy się przeważnie (co nie oznacza, że zawsze, ale...) w momencie wejścia w ten etap życia kiedy trzeba odsunąć fora na trzeci czy czwarty plan w naszej prywatnej rzeczywistości. To jest ten etap, w którym rzucamy się w wir obowiązków zawodowych (i nie chodzi mi o pracę dorywczą czy tymczasową, którą łapiemy by dorobić na studiach czy pracę złapaną po studiach, żeby nie siedzieć rodzicom bezproduktywnie na głowie, tylko pracę, z której wykonywaniem rzeczywiście chcemy się związać na dłużej albo chociaż na te parę lat), kiedy pojawia się już mąż/żona, kiedy pojawiają się dzieci, kiedy buduje się dom (nie ten w simsach, tylko w realu) albo kombinuje jak spłacić kredyt na mieszkanie... wtedy naprawdę nie ma czasu myśleć na tym, że znikła nam osoba, z którą lubiliśmy pisać czy coś w ten deseń. Wiele osób na tym etapie już odcina się od PBFów całkiem albo właśnie zaczyna je traktować czysto hobbystycznie, a obstawiam, że wielu graczy jest już w takim wieku, że takie wybory będzie dokonywać już niedługo i dla części nadejdzie ten moment, w którym zabijanie się o zarezerwowanie ulubionego wizerunku, odpisanie w jakiejś sesji z kolegą/koleżanką, z którą do tej pory uwielbialiśmy pisać czy rozwijanie takich forumowo-pozaforumowych relacji zejdzie absolutnie na dalszy plan w obliczu uśpienia dziecka płaczącego w wózku czy nadrobienia projektów zalegających do pracy.

A to swoją drogą wygrzebałam wczoraj:
https://anonimowe.pl/0FTl1
(polecam też komentarze)
Obrazek

Awatar użytkownika
O mnie
Opiekun Crystal Empire

 #0054 Bajarz

#41030 05 cze 2018, 3:16

Fora nadal są zabawą, ale nie dla wszystkich.

To kwestia podejścia. Dla jednych to nadal zabawa, która pozwala im zapomnieć, chociaż na trochę o szarej rzeczywistości. Zaś dla innych to miejsce, w którym mogą poczuć się lepsi i fajniejsi, bo przecież jesteśmy tylko anonimami z Internetu.

Niektórzy wpadają w ten wir, że zapominają, iż po drugiej stronie też zasiada człowiek, któremu możemy wyrządzić krzywdę.
Nie rozumiem ludzi, którzy w Internecie, w PBFach znaleźli swój sposób na odbijanie problemów życia codziennego. Sama tak kiedyś robiłam i dalej tego nie pojmuję, co tak naprawdę mną kierowało robiąc takie rzeczy.

Jeśli patrzeć z punktu widzenia, czy PBF to niebezpieczna gra to ja śmiało powiem, że tak. Mam na myśli tutaj osoby, które zbyt mocno angażują się w trwające fabuły. Psychologiem nie jestem, ale jeśli ktoś zaczyna traktować wyimaginowane postacie jako coś realnego, to chyba czas najwyższy zacząć myśleć nad stanem umysłowym. Co innego jest podchodzić emocjonalnie do relacji, zdarzeń dotyczących na fabule, bo przecież na tym polega nasze aktorstwo kiedy wcielamy się w wybraną postać, a co innego gdy ktoś bierze to na poważnie. Traktuje x postać jak swoją żonę, kochankę, przyjaciółkę, przyjaciela, męża, kochanka itd i zmusza nas do tego, byśmy ciągle taką postać odgrywali. Czasami, miałam styczność z osobami, które wręcz na realu odgrywały swoją postać stając się nią. Z tego, co zauważyłam wynikło to z tego, że nie wierzyli w siebie i najlepszą metodą na pokazanie pewnych rzeczy, których się wstydzili było odgrywanie swojej postaci.
Tylko, że takie coś jest bardzo niebezpieczne. Granicę można bardzo łatwo przekroczyć nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Chociaż, jestem pewna, że wiele osób robi to celowo czując za przeproszeniem pieprzoną satysfakcję z tego, że zmuszają kogoś do odgrywania postaci, w której się dla przykładu zakochali. Zaczynają posuwać się coraz dalej i dalej, aż wykracza to poza ramy PBF czy etyczne. Wiele osób mówi wtedy, że to nic złego nic takiego. Owszem, to jest coś złego, bo po drugiej stronie siedzi człowiek, który tak jak my ma uczucia i można sprawić mu przykrość, a nawet znacznie więcej.
PBF bywa też niebezpieczny, bo pojawiają się na nich osoby, z którymi kiedyś mieliśmy jakiś zatarg. Zawsze jest tak, że nadal jakaś osoba, z którą mieliśmy spór będzie musiała nam dopiec, nawet jak my dawno o niej zapomnieliśmy i wtedy zaczyna się "cała zabawa". Niby zwykła próba dowalenia komuś, a bardzo łatwo można doprowadzić do prześladowań w Internecie. Poruszany był już ten temat, więc nie będę się rozwodzić niepotrzebnie.


Tak na dobrą sprawę ,wszystko jest niebezpieczne, jeśli to coś jest źle używane. A nie oszukujmy się, scenę PBF tworzą ludzie, w tym my sami. Jeśli będziemy pozwalać na pewnego rodzaju zachowania to PBF będzie niebezpieczną grą. To tak samo jak z samochodami. To nie one są złe i niebezpieczne tylko ludzie, którzy siadają za ich kółkiem. I to od nas zależy czy scena PBF będzie grą bezpieczną czy nie.
Dlatego warto się zastanowić, czy warto dopuszczać pewnego rodzaju zachowania czy nie i pamiętać, że po drugiej stronie nie siedzi maszyna, która ma tłuc posty 24/7 w tygodniu tylko człowiek mający takie samo życie prywatne jak my. I też ma prawo odłożyć na bok PBF i wszystkie sesje, bo są rzeczy ważniejsze niż fora i sesje, a co najważniejsze obcy ludzie, którzy często do naszego życia wprowadzają negatywną energię i jeszcze się z tego cieszą na prawo i lewo.
<center><a href="http://crystalempire.forumpolish.com//" target="_blank"><img src="http://i.imgur.com/fuak3uD.png" border="0"></a></center>

Awatar użytkownika

#41038 05 cze 2018, 16:02

Cały problem sprowadza się do odpowiedzenia sobie na pytanie:

Dlaczego gram na PBFach?

Czy chodzi o hobby, czy o poszukiwanie przyjaciół, miłości, zrozumienia?

Myślę, że głównie młodzi gracze łatwo wpadają w pułapkę zaangażowania i bardzo emocjonalnie traktują relacje na forum. Osoby z większym stażem mają to za sobą i chyba gdzieś z tyłu głowy pamiętają, że to tylko forum.
Vulfila,
Head admin DBNG, http://dbng.forumpl.net/

ODPOWIEDZ ]